niedziela, 13 marca 2016

Słońce obiecuje.

Jeszcze szaro i obco. Cicho. Posępnie.
Wokół chałupy pojesienny bałagan. Potykamy się o kable i kawałki styropianu. 
A jednak wiosna. Na razie w głowie. Patrzę i widzę jak będzie. 
Bez nowych ścian. Wyczyścimy drewniane bale i pomalujemy. 
Znowu zbudujemy w sadzie łazienkę, a naczynia będziemy myć w ogrodzie.
W nowych oknach zawiesimy zasłonki. Znowu poudajemy, że tak właśnie jest pięknie.

Sąsiedzi krzątają się w obejściu. Jest wiosna. To widać. 
Sąsiadka wygniata twaróg starą, drewnianą prasą.
Zabieramy do miasta. Dobry. I ziemniaczane kluski nadziewane serem.

Świeci słońce. Na polu ślady łosia. Podobno plątał się przy sadzie. 
W lesie pojawiły się wilki. Nad polem coś obiecującego.

Łapiemy gumę. Sąsiedzi ratują. Jak zwykle. 

Przyjemna powtarzalność natury.