poniedziałek, 25 maja 2015

Bez sufitu.

Zrzuca M. sufit. Zlitował się Sąsiad i pomaga. Pomaga sąsiadka. 
Zrzucają lawinę skrzydeł, piór, trocin. 
Kilkudziesięcioletni dorobek dynastii kun, wróbli, pliszek. 
Nic nie widać i nie ma czym oddychać. Tyle pyłu.
Wynoszą czterometrowe grube deski. I stare płyty pliśniowe.
I tak cały dzień do nocy.

Znowu bez Naszych Sąsiadów ani rusz. Zabrali z piekła. 
W swojej kuchni postawili łóżko. Przenocowali. Nakarmili. 
Wpuścili do swojej łazienki. M. uratowany. Sufitu nie ma. 
Wydawało się, że najgrosze za nami.