wtorek, 23 września 2014

24. Sąsiadki.

W zeszłą niedzielę wpadły Sąsiadki. Herbatę wypić.
Na polu się skończyło to i czasu więcej. Rozmawiamy o kwiatkach. 
Kręcimy głowami nad moim skalniakiem. Szkoda go, zarósł. Nie widać nawet kamieni. 
Nie ma czasu na pielenie. Sąsiadka zaczęła pierwsza. O...to badyl i to badyl. Wyrywa. Druga też wyrywa, to i ja wyrywam. Tak rozmawiamy i wyrywamy.
Prosiłam. Może usiądziemy. Herbaty jeszcze zrobię.
Nie, nie, my lubimy. I wyrywają. Jest coraz lepiej.

Przyjeżdżamy po tygodniu. Skalniak wypielony. 
Groszek podwiazany na patyczkach pnie się chętnie.
Posadzone nowe kwiatki. Dokładnie te, które mi się kiedyś podobały.
Czyli były Sąsiadki. My lubimy jak u innych też jest ładnie - tłumaczą.
A kwiatki to wieloletnie, co by nie trzeba było co roku od nowa.
Takie to mam sąsiadki. Najlepsze.