środa, 8 października 2014

25. Odkrycie.

Odkryłam. 5 km od naszej chałupy. Wieś Żelizna i jezioro. 
Jesteśmy na miejscu. Dziwnie i pusto. W dole słynny kanał Wieprz-Krzna.
System melioracyjny wybudowany w latach 1954-61. Miał pomóc. Teraz szkodzi.
Wiosną hamuje odpływ wody, latem osusza. Murszeją torfy. Lista długa.   

Na kanale śluza. Stara, betonowa. Wchodzimy na wał.
Oniemiałam. Rozlewiska. Po horyzont.
Główny zbiornik to nie jezioro, a zbiornik retencyjny z 1971 roku. 
Teraz zarośnięty. Wokół stawy, kanały i niekończące się trzcinowiska. 350 ha powierzchni. 
Pośrodku tego raju grobla, która prowadzi na drugą stronę rozlewisk, na skraj lasu i bagien.
Każdy doszły i niedoszły ornitolog wie, co to oznacza.
I ja też wiem. Mam swoją małą Biebrzę.
Na niebie kilka drapieżników, klucz żurawi, czaple. Na jeziorze ptaki. 
Łabędzie, kaczki i nie wiem co jeszcze. Nie mam lornetki. 

Na grobli zaplątuję się w dużego węża. Piękny, czarny, jak z karbonu. 
Ucieka pospiesznie w trawę. Wolę nie wiedzieć, jeżeli to była żmija.

Patrzę: idą z wędkami i wiadrami. Miejscowi. Pytam o łosie. Nie widzieli.
Za to pięknego jelenia widzieli. I bobry, i wydry. Poszli łowić. 
W nocy przyjdą kłusownicy. Sumy mają tu ponad 1,5 metra. Jest o co walczyć.

Teraz czekam na wiosnę. I kupię sobie lornetkę.