niedziela, 6 kwietnia 2014

Jasno.

Dwa tygodnie później. 
Jedziemy z aktem notarialnym z Radzynia Podlaskiego. 
Za chwilę zobaczymy to, co właśnie kupiliśmy.
Po raz pierwszy w świetle dziennym. 
Obiecuję sobie po raz kolejny, że już nigdy więcej w ciemno.

Docieramy w końcu na miejsce. Uff... Jest dobrze. 
Lepiej niż przypuszczaliśmy. Pięknie. I cicho.
Byli właściciele przed domem z chlebem i solą. 
Poruszeni. Tu się wychowali. 

Znowu nam się udało...