niedziela, 12 lipca 2015

Lepiej nie wiedzieć.

Budzę się w nocy. Trzecia trzydzieści.
Szczeka koziołek. Mam wrażenie, że w chałupie. Taki hałas.
A jak koziołek to i zaraz psy. Trudno, niech szczekają. Śpię.
Ale w chałupie też hałas. Osa. Obija się o sufit.
Uff, poleciala na dół ale hałas nie ustał. Bzzzt. Bzzzt. Bzzzt.
Czyli jednak gniazdo. Na zewnątrz, po sąsiedzku przez ścianę. 
I niestety właśnie się budzi. Bzzzt. Bzzzt. Bzzzt.
Zajęta osami pominęłam dziwny szelest na suficie. Teraz słyszę wyraźnie.
Pomiędzy pokryciem dachu a tymczasową włókniną pokrywajaca dach - tupot. 
Myszy? Wszędzie! Zwariuję. Minęła czwarta.
Koziołek szczeka. Psy wyją. Osy bzyczą. Myszy tupią.
Coraz jaśniej. W blasku wschodzącego słońca po belce przebiegł pająk.
Bardzo duży. Poznaję. Darownik przedziwny. O, drugi. Desantował się tuż obok łóżka.
Teraz to już siedzę. Nasłuchuję. 
Czujna. Z latarką. Na darowniki. No i osy.

I wtedy obudziły się żaby. I drozd.
Są naprawdę głośne.

Poddaję się.
Dzisiaj to ja raczej już nie zasnę. I słusznie. 
Nikt przecież nie śpi o tej porze.


Godzina 4.15