poniedziałek, 7 lipca 2014

20. Lilia na pocieszenie.

Ulga, bo dom trochę wyższy. Ocalił dobre proporcje. A to niepokoiło.
Przerażenie. Bo puszka Pandory otworzyła się. Tyle pracy. 
Obejście opadlo w ruinę. Sterty drewna, śmieci wszędzie.
Resztki eternitu, trocin, folii. Puszka po piwie. Niebieska ławeczka połamana.
No i wiemy co panowie jedli na śniadanie. Taka cena.
Pan od remontu spadł do korytarzyka. Podłoga spróchniała. 
W komórce zawalił się sufit. Sprzątamy.
Na głowę spadają kilogramy pamiątek po dynastiach kun. I skrzydło kury.
Być jak mistrz Jedi, albo chociaż Harry Potter. Nic z tego. Żadnej magii. 
Kawałek po kawałku. Deska po desce. 
I znowu niedziela. I znowu nie zdążyliśmy. 
Ale na szczęście jest dach. I lilia na pocieszenie.