niedziela, 6 kwietnia 2014

Królowa Śniegu.


Grudzień. Niedziela. Biało. Jedziemy na wieś. Palimy ognisko, temperatura spada. 
Jest pewnie około 25 stopni poniżej zera. Co najmniej rześko. 
Biegniemy z sankami, dzieckiem i wymyśloną na wszelki wypadek 
Królową Śniegu, która odważnym daje czekoladę. Opłaciło się.
Dochodzimy do kanałku. Między lasem a lasem samotne gospodarstwo.
Biegają psy. Ktoś macha do nas.To Babcia Sąsiadka na Rowerze. 
Mieszka tu z synem i ilością psów, która rośnie. 
Zaprasza na herbatę ale my w pośpiechu. Ściemnia się.
Wychodzi syn M. i mówi, że coś ma. 
Na chwilę zamarłam. Ubił zające? Ale niepotrzebnie. 
Przynosi ogromne poroże jelenia. Wspaniałe. Znalazł dzisiaj.
Stoi uśmiechnięty, omotany toną ubrań, z papierosem w zębach.  
I tym porożem na tle surowego, białego pola. Piękne. 
Pocztówka z Kazachstanu. Biegniemy do domu.